×

Błąd

Expected response code 200, got 403 Forbidden

Forbidden

Error 403

Nastąpiła zmiana terminu inscenizacji, zamiast 19-20 VII inscenizacja odbedzie w drugiej połowie Września. dokładny termin podamy po 8 lipca br. 

...a jak już – coś dolega!


Pierwszym efektem długiego przebywania na słońcu i „...działań wojennych...” mogą być skurcze mięśni. „...armia...” czuje się źle, coraz to komuś „...coś się wspomina...”.
Jest to 1.PRZEGRZANIE.
Typowe objawy to:

  1. bóle mięśni szczególnie nóg, rąk i brzucha
  2. zawroty głowy
  3. nudności – takie nietypowe, z „...chyba mi coś zaszkodziło...”, ale nie wiadomo co
  4. płycenie oddechu.


Są to objawy utraty wody i ważnych jonów jak potas i magnez.

Postępowanie
Ułożyć się w cieniu, dużo pić – woda mineralna musi zawierać magnez i potas, a więc typu „Muszynianka” (bez reklamy, ale jest to jedna z najlepszych wód mineralnych o dobrym składzie jonów zbliżonym do szpitalnych płynów nawadniających) lub lekko słonawa.
Generalnie – czytajmy etykietki na butelkach wody mineralnej im więcej magnezu, potasu, wapnia, chlorków i fluorków tym lepsza.
Dobre są również koncentraty napojów izotonicznych, jakie można nabyć w aptekach. Tu oferta jest przeogromna – przygotowuje się zgodnie z zaleceniem na ulotce.
Wszelakie napoje izotoniczne ze sklepów „...dla sportowców...” nie są już tak dobre ze względu na zawartość sorbitolu (nie wnikam w chemię, ale jest to substancja słodząca, pochodna mannitolu, która działa odwadniająco – o paradoksie – zaś dodatek fenyloalaniny jako nośnika przy spożyciu dużej ilości może dawać efekt biegunkowy).
Napoje typu „...light...” i „...zero cukru...” nie mogą służyć do uzupełniania niedoborów wody


2. PRZEGRZANIE
Dlaczego po raz drugi? – otóż jest to postać związana z przebywaniem w gorącym wilgotnym powietrzu – właśnie „...łaźnia przed burzą...”.
Typowe objawy to:

  1. zawroty głowy
  2. osłabienie
  3. skurcze mięśni
  4. blada twarz pokryta wilgotnym zimnym potem
  5. niepokój


Postępowanie
Takie samo, ale naprawdę trzeba na dłuższy czas „...pauzować...” od wszelakiego wysiłku.


3. UDAR CIEPLNY
JEST TO NAPRAWDĘ POWAŻNE ZAGROŻENIE DLA ŻYCIA.
Powoduje ja długie przebywanie na słońcu szczególnie z odkrytą głową.
Objawy:

  1. rozgrzana sucha skóra
  2. rozpalona i zaczerwieniona twarz. Jest to objaw, który rzuca się w oczy, jeśli zauważymy u kolegi, to naprawdę, dla jego dobra zwróćmy uwagę lub razem zejdźmy w cień.
  3. brak potu
  4. bóle i zawroty głowy
  5. dobrze wyczuwalne, przyspieszone tętno
  6. wzrost temperatury ciała.

    W najgorszym przypadku utrata przytomności !


Postępowanie

  • Ułożyć w cieniu z lekko uniesioną głową, zdjąć ubranie, zwilżyć bieliznę wodą.
  • Wezwać pogotowie – granica między banalnym udarem, który „...sam minie...” a poważnym jest bardzo nieznaczna.
  • JEŚLI CHORY JEST NIEPRZYTOMNY NIE WOLNO PODAWAĆ NIC DO PICIA !!!



Generalnie latem należy pamiętać o tym, iż nasz ustrój składa się z wody. Utrata już 1% powoduje wyraźne objawy jak:

  • pragnienie
  • uczucie dyskomfortu
  • brak apetytu
  • niepokój
  • senność
  • nudności


Nie jest truizmem, iż jak pot leci z czoła to należy pić. A co – właśnie tu jest problem. Generalnie – napoje mało słodkie i raczej nie gazowane (po wypiciu butelki „Coca Coli” szybciej będzie się nam chciało pić niż po mniejszej objętościowo porcji wody mineralnej). Uważać z napojami energetyzującymi typu „Red Bul”, bo mogą owszem „...dodać skrzydeł...” do udaru cieplnego.
Podobnie z alkoholem – piwo to nie środek do gaszenia pragnienia. A jeśli już to po zachodzie słońca. Lepsze jest wino – tradycja Południa gdzie wino z wodą jest normalnym napojem od tysiącleci. Mocne alkohole powinny poczekać do jesieni. Warto spróbować – to kwestia pewnego wytrenowania organizmu – pić nawet w czasie upałów napoje ciepłe np. herbatę. Po chwilowym uczuciu gorąca, o paradoksie robi się chłodno. Herbata (tak czarna jak i zielona) jest doskonałym napojem, zawiera garbniki, sole mineralne i cały szereg innych cennych składników. Latem należy uważać z piciem kawy – odwadnia.

...w telegraficznym skrócie – o lecie

Dr M. Turos


Zaczynamy serię kilku wpisów dotyczących rekonstrukcyjnego radzenia sobie z upałami i Słońcem, którego autorką jest dr Maria Turos należąca do naszego stowarzyszenia. Z racji dużej ilości materiału pozwoliłem sobie na "powieść w odcinkach", która mam nadzieję nie zmniejsza wartości tych porad jako całości. Gorąco zachęcam do lektury.

 


Pora letnia to czas wyjątkowo obfitujący we wszelakie działania rekonstrukcyjne, którym sprzyja, (ale i którym trochę przeszkadza) pogoda.

Jednym z czynników bardzo dokuczliwych – prócz oczywiście owadów i sensacji żołądkowych związanych z jedzeniem – jest panująca wysoka temperatura, bądź duże wahania (nawet w naszym klimacie) między dniem i nocą sprzyjające infekcjom. Najbardziej przykre i dokuczliwe pełnoobjawowe zapalenia gardła zdarzają się nie w sezonie zimowym, lecz właśnie latem. Sprzyja temu – o dziwo – temperatura, poza tym spożywanie bardzo szybko zimnych napojów, co nie pozwala na regenerację błony śluzowej gardła.

 Ale największym problemem, choć mało zauważalnym, jest działanie słońca gdyż gorące powietrze sprzyja przegrzaniu, zaś wzrastająca wilgotność – popularne „...łaźnia przed burzą...” – również udarom: do krwotocznego udaru mózgu włącznie. Czy można temu zapobiegać? Oczywiście TAK !

Rekonstruktor jeśli ma być nim naprawdę, powinien stosować się owszem do wymogów epoki jaka jest mu bliska emocjonalnie, lecz nie czynić tego połowicznie.

Materiały z surowców w pełni naturalnych wyśmienicie chronią przed słońcem (nawet wełniane sukno czy skóra z włosem), len jest jedną z nielicznych łatwodostępnych tkanin „...oddychających...” przez co chroniących od przegrzania.

Stąd jeśli już „...klimat epoki...” – to do końca z lnianą płócienną bielizną (na styku dzianin syntetycznych z naszą skórą najszybciej dochodzi do otarć, potówek i zmian spowodowanych nadmiernym wydzielaniem się potu – wszelakie „...gatki na troczki...” są nie tylko epokowe, ale i chłodne, podobnie koszule). Generalna zasada – latem jak najmniej syntetyku w ubraniach – nie będzie truizmem wzmianka, iż tylko umundurowanie jednostek specjalnych jest szyte z tkanin o innych parametrach niż odzież ogólnodostępna, rzeczywiście chroni przed upałem, ale raczej suchym, pustynnym, na tropiki nadal są „...tropiki...” (to nazwa materiału wełnianego – autentycznie – w którym spokojnie można być ubranym przy + 40.0 C i nie pocić się, a raczej pocić przyjemnie i nie cierpieć z tego powodu).

Stąd pod mundur – sukienny, bowiem sukno chłodzi, to również sprawdzone w działaniu – lniana bielizna, z materiału, który można wygotować, tak jak właśnie len. To chroni przed kolejną letnią zmorą – potówkami i otarciami. Bawełna jest również dobra, lecz nie może mieć syntetycznych domieszek apreturowych (poprawiających jakość np. włókna elastyczne).


Dr M. Turos

Artyleria-jeden z podstawowych rodzajów wojsk uzbrojony w działa. Obejmowała działa róznych typów i kalibrów sprzęt pomocniczy oraz urządzenia służace do transportu jak też oddziały obsługujace.

W XVII w piechocie w walce z wrogiem towarzyszyły lekkie 6 funtowe działa reginmetowe ( których poprzedniczkami były ćwierćkaratuny i oktawy. XVII jest okresem bardzo szybkiego rozwoju artylerii , udoskonalania sprzętu artyleryjskiego. Znakomitym dowodem na to są reformy w artylerii szwedzkiej przeprowadzono na początku wieku przez króla Gustawa Adolfa, on to wprowadził do artylerii lekkiej towarzyszącej piechocie 3 funtowe działka regimentowe (strzelające gotowymi ładunkami z worka wypełnionego prochem, kulą oraz kartaczem) 

W grze może brać udział dowolna ilość osób.
Prowadzi ją jeden z uczestników gry, zwany „bankierem” jest on przeciwnikiem reszty graczy zwanymi „poniterami”
A teraz schemat gry:
Każdy z poniterów dobywa jedna, bądź kilka kart z przyniesionej przez siebie talii i kładzie ją przed sobą zakryta. Na tej zaś karcie ustalona przez siebie stawkę, o która chce grac.
Bankier tasuje swoje karty i daje je do przełożenia. Poniterzy odsłaniają zakryte dotąd karty „poniterki” i zaczynają „ciągnąć bank”.
Bankier odkrywa po kolei wszystkie swoje karty, kładąc pierwsza po prawej ręce a druga po lewej, trzecia znów po prawej, czwarta po lewej i tak dalej…aż do wyczerpania talii.
Karty, które znalazły się po prawej stronie były wygrana banku, karty które upadły po lewej wygrana poniterów.
Jeśli ktoś położył przed sobą na przykład 4 pik, a na niej dukata, zaś z tali bankiera 4 pik upadła na prawo, tracił swojego dukata, jeśli upadła na lewo bankier dukata mu wypłacał.
Od zasady tej istniały dwa odstępstwa.
-Ostatnia karta chociaż kładziona po lewej wygrywała dla bankiera.
- Drugim wyjątkiem był przypadek określany nazwa „plija” kiedy po obu stronach padały z tali bankiera karty tej samej wartości, lecz oczywiście innej maści. W takim wypadku poniter tracił na rzecz banku połowę swej stawki.
Tak kończyła się pierwsza runda rozgrywki.
Następnie zaczynało się drugie ciągniecie banku, we wszystkim identyczne z pierwszym. Poniterzy którzy w pierwszym ciągnieniu wygrali, mogli teraz dalszej gry poniechać, mogli grac od nowa na inna kartę, bądź z największa dla siebie korzyścią-„parolowac”. Jeśli w pierwszej rundzie rozgrywki obstawił ktoś swa poniterke dukatem i wygrał, leżały na karcie dwa dukaty (bankier zawsze dublował postawiona kwotę). Gracz grając dalej „na parol” załamywał jeden róg karty. Jeśli teraz przegrał, tracił tylko jednego dukata, jeśli wygrał miał dukatów cztery.
Gdy dopisało mu szczęście, w ciągnieniu następnym grał „ sept et le va” łamiąc drugi róg karty obstawionej owymi czterema dukatami i znowu ryzykował przegranie tylko jednego. Jeśli zaś wygrał suma leżąca na karcie podwajała się. Przy losach podobnie fortunnych, zaginał następny róg karty na znak ze gra „quinze et la va”. Gdy wygrał miał już szesnaście dukatów. Tak nie bywałe szczęście można było użyć jeszcze tylko raz łamiąc w następnej rundzie ostatni czwarty róg karty.
Ostatnie zagniecie karty nazywało się „trenie et le va” a wynik gry niósł za sobą takie same następstwa jak w ciągnięciu poprzednich, czyli utratę tylko początkowej stawki lub podwojenie dotychczasowej wygranej.
Zasada łagodząca czasami skutki gry w faraona była możliwość odstąpienia od gry po każdym ciągnieniu banku, co tyczyło zarówno poniterow jak i bankiera.
Stawka mogła być dowolna…i jeden dukat na start i 10000…
Reasumując była to bardziej gra losowa przypominająca obstawianie ruletki niż pełnoprawna gra karciana w której decydują umiejętności gracza….choć zapewne umiejętności bankiera w kwestiach związanych z tasowaniem i manipulowaniem talia miały dosyć „istotne” znaczenie 
Wada tej gry było to ze karty były jednorazowe, i po odłamaniu rogu raczej trudno było je wykorzystać do innych gier czy ponownych zakładów.

Do zobaczenia, zatem przy stoliku

Składam podziękowania panu Przemysławowi Słowińskiemu, bez którego opis gry byłby niemożliwy.

Podkategorie