• An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow
  • An Image Slideshow

Spis treści

Zbliża się południe. Słońce zagląda do wnętrza wąwozu pomimo warstwy chmur. Te ostatnie nadciągnęły niespodziewanie z południa, od strony Madrytu. Niewidoczne spoza otaczających wzgórz pokropiły rzęsistym deszczem. Rozmiękłe miejscami dno wąwozu stało się naprawdę grząskie. Ciągniemy w górę wąwozu trzy armaty (1). Koła zapadają się w błoto, zapierają się na wystających kamieniach. Lawirujemy pomiędzy niskimi murkami, przecinającymi w poprzek wąwóz, i kolczastymi krzewami raniącymi odsłonięte ręce i mokre od potu i deszczu twarze. Jeszcze kilkadziesiąt metrów, ostatni wysiłek i dotrzemy na pozycje wyznaczone dla pierwszej baterii.

Dwieście lat temu stała w tym miejscu bateria II. Pozycja pierwszej znajdowała się kilkadziesiąt metrów niżej wzdłuż wąwozu, w rejonie dawnego i obecnego mostu. Z tamtego miejsca prowadziła dawna droga na Madryt, doskonale widoczna miejscami w połowie zachodniego stoku wąwozu. Po tej drodze zapewne ruszy natarcie piechoty francuskiej wspartej naszą armatą obsługiwaną przez kolegów z Nysy (2).

 

Jesienią 1809 roku Napoleon wyprawił się na Hiszpanię w celu stłumienia trwającego tam powstania. Bezpośrednim powodem powstania było osadzenie na tronie hiszpańskim przez Napoleona jego brata Józefa. Na pomoc powstańcom ruszyli Anglicy, prawdziwi inspiratorzy wybuchu niezadowolenia. Drogę z północy do Madrytu zagrodziła Napoleonowi armia powstańcza, broniąca przełęczy Somosierra – jedynego dogodnego przejścia przez góry Ayllon w głąb Hiszpanii. Otwarcie tej drogi oznaczałoby jednocześnie zdobycie stolicy Hiszpanów. Świadomi swojej odpowiedzialności hiszpańscy powstańcy zaciekle bronili ogniem czterech baterii dział drogi biegnącej zachodnim skrajem wąwozu przed kolejnymi atakami piechoty i kawalerii francuskiej. Nieudane próby sforsowania wąwozu skłoniły Napoleona do posłania na armaty polskiej kawałerii. Pod jego rozkazami znajdował się III szwadron pułku polskich szwoleżerów gwardii. W chwili otrzymania rozkazu do ataku dowódcą oddziału był Jan Hipolit Kozietulski.

Obrona Somosierry opierała się na czterech bateriach artyleryjskich rozlokowanych wzdłuż przełęczy, które skutecznie uniemożliwiały zmasowany atak Francuzów. Zadaniem Polskiej jazdy było zdobycie pierwszej z czterech baterii. Cen ten pomimo silnego ognia hiszpańskiej artylerii osiągnięto. W jego następstwie polscy szwoleżerowie jak chce legenda „prowadzeni kawaleryjską fantazją” ruszyli dalej ku drugiej baterii. Zaledwie kilkunastu szwoleżerom było dane dojechać do czwartej najsilniejszej baterii i gdyby nie wsparcie pozostałych jednostek szwoleżerów oraz kawalerii francuskiej brawurowa szarża nie powiodła by się. Stało się inaczej. Błyskawiczny atak wywołała panikę i w efekcie zmusił hiszpańskie siły pod dowództwem don Benito San Juana do odwrotu; otworzył Napoleonowi wrota do podboju Hiszpanii i zapewnił polskim szwoleżerom nieśmiertelną sławę. Od tego czasu byli uważani za najwierniejszych żołnierzy cesarza.

Pozycja pierwszej baterii zarośnięta krzakami zagrodzona jest w rodzaj koralu dla wypasanego w wąwozie bydła. Wypas jest bardzo intensywny, ślizgamy się nie tylko w błocie. Uwaga na „miny”! Po kilkunastu krokach nikt jednak nie zwraca na nie uwagi. Nie czujemy deszczu ani dojmującego zimna. Wiatr rozpędza mgłę unoszącą się z głębi wąwozu. Liny wrzynają się w ręce pomimo rękawic. Koło jednej z armat ześlizguje się z kamienia i przygniata nogę jednego z nas. Dowiem się o tym dopiero po bitwie. Teraz nikt nic nie czuje, nie marudzi. Ostatni wysiłek - przed nami kawałek płaskiej łąki z drewniano-ziemną barykadą po środku. Jesteśmy na miejscu. Mokrzy, brudni, zdyszani ale szczęśliwi. Po 200 latach znowu Polacy w wąwozie Somosierra.

 

 

Inscenizacja zmagań o przełęcz pod Somosierrą jest częścią obchodów wojny hiszpańskiej 1808. Komitetowi organizacyjnemu przewodził: Francisco Sanz Gutiérrez, burmistrz Somosierry a w jego skład wchodzili m.in. - Manuel Barranco, José M. Guerrero Acosta, ze Stowarzyszenia Historyczno-kulturalnego Madrid 1808-14, Marek Dalka, Stowarzyszenie Nasz Dom (polska wspólnota w Madrycie) oraz ojciec José Medina Pintado proboszcz parafii Somosierra. Hiszpanie zgromadzili blisko dwadzieścia grup rekonstrukcyjnych (3). Stronę polską reprezentował Marcin Piątek ze Stowarzyszenia Regimentów i Pułków Polskich 1717-1831 - Arsenał, wraz ze zrzeszoną grupą rekonstrukcji historycznej I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale, 1er Escadron, 1er et 5 compagne, skupiającą miłośników historii z Polski, Wielkiej Brytanii i Łotwy, obok nich pod Somosierrą 21 i 22 września walczyli koleżanki i koledzy z 10 różnych grup i stowarzyszeń historycznych (4).

Obok Hiszpanów i Polaków, głównych bohaterów dawnych wydarzeń wystąpiły grupy rekonstrukcyjne z Francji, Włoch, Niemiec i Malty (5). Łącznie po obu stronach wzięło udział ponad 500 uczestników. Kluczem była oczywiście kawaleria (polscy szwoleżerowie w liczbie 24) oraz artyleria 10 dział w tym jedno po stronie Francuzów.


Artyleria hiszpańska odgrywała zasadniczą rolę w blokowaniu drogi w górę wąwozu. Baterie dział ustawione w poprzek wąwozu jedna nad drugą mogły prowadzić ogień jednocześnie do nacierających od dołu oddziałów piechoty i kawalerii. Obsługa dział chroniona po bokach oddziałami piechoty mogła godzinami powstrzymywać natarcia oddziałów nie mogących rozwinąć się z braku miejsca. Ochotnicy z Madrytu i okolic obsadzili strome ściany wąwozu zamykając możliwość przenikania woltyżerów i strzelców wyborowych na flanki obrońców. Wąwóz wydaje się nie do zdobycia. Jedyna skuteczna broń przeciw artylerii – kawaleria ma podobne jak piechota problemy. Nie może swobodnie rozwinąć się do szarży z braku miejsca, dno wąwozu, poprzecinane licznymi murkami z kamieni, kryje liczne pułapki w postaci głębokich dołów czasami wypełnionych porośniętym trawą błotem. Koń wpadający do takiej jamy złamie nogę lub co najmniej przewróci się wraz z jeźdźcem.

Pierwszą baterię hiszpańską stanowili ochotnicy hiszpańscy z okolic Madrytu w których wcielili się zaproszeni z Polski artylerzyści ze Stowarzyszenia Artylerii Dawnej „Arsenał” przy Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie, oczywiście w strojach gerylasów hiszpańskich. Na tę pozycję obrócił się największy impet nacierającej piechoty i kawalerii francuskiej. Jej przełamanie było właśnie zadaniem polskich szwoleżerów. Powierzenie tej pozycji Polakom w rekonstrukcji wydarzeń z roku 1808 uważam osobiście za piękny gest ze strony organizatorów.

Jeszcze przed kilkoma godzinami spaliśmy wszyscy w namiotach. Pachnących świeżym sianem, podszytych wiatrem. Marzliśmy w nocy, w dzień wypędzał nas upał nie do zniesienia. Mimo wszystko noce tu na wysokości 1400 m npm. są lepsze - wesołe – Hiszpanie karmią nas znakomicie i podają wspaniałe wino - odrobina słońca i radości. Somosierra to wioska licząca nie więcej niż 20 domów. Od kilku dni praktycznie nie zasypia. Na ulicy (jest tylko jedna) przez całą noc słychać okrzyki i piosenki w wielu językach – może lepiej że hiszpanie nie znają polskiego. Mieszkańcom zdaje się to zupełnie nie przeszkadzać, co więcej są dumni ze swej (także naszej historii).Hiszpanie umieją cenić męstwo” – to słowa proboszcza Somosierry Jose Mediny Pintado, wielkiego przyjaciela Polaków. Dowiedziałem się o Nim z artykułu w Rzeczpospolitej który ukazał się w dniu naszego wyjazdu spod Arsenału Królewskiego w Warszawie (6).

 

Jan Stanisław Ciechanowski, zastępca kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych na uroczystości poprzedzającej inscenizację wręczył medale Pro Memoria m. in. organizatorów obchodów, przedstawicielom polskich stowarzyszeń w Hiszpanii oraz reprezentantom grup rekonstrukcyjnych biorących udział w inscenizacji. Burmistrz Somosierry Francisco Sanz Gutiérrez oraz Minister Jan St. Ciechanowski otrzymali pamiątkowe medale Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie z wizerunkiem Arsenału Królewskiego, spod którego wyruszyły oddziały polskie na obchody 200 rocznicy bitwy pod Somosierrą. Dowódcy grup polskich otrzymali z rąk głównodowodzącego Polskimi Wojskami pod Somosierrą Jerzego Lubomskiego medale ufundowane przez Marszałka Województwa Mazowieckiego na pamiątkę 200 rocznicy wymarszu Dywizji Księstwa Warszawskiego do Hiszpanii.

 

Na chwilę przed bitwą uruchomiona wyobraźnia przywołuje obrazy Verneta, Louisa Lejeune, Michałowskiego, Suchodolskiego, Kossaka oraz „Popiołów” Wajdy. To tu za chwilę historia zatoczy koło. Z mgły i dymu armatnich wystrzałów wyłonią się końskie łby, rogate czapki, lance i szable. Zanim dobiegnie do nas krzyk setki gardeł będą tuż przed naszymi lufami. Gdyby wtedy starczyło czasu na salwę być może historia nie zapisałaby jeszcze jednej wspaniałej i tragicznej karty naszej drogi do niepodległości, a już na pewno Jacek Kaczmarski nie napisałby o Nich:

Pod prąd wąwozem w twarz ognistym wiatrom
Po końskie brzuchy w nurt płynącej lawy
Prze szwoleżerów łatwopalny szwadron
Gardła armatnie kolanami dławić
W mokry mrok topi głowy szwoleżerów
Deszcz gliny ziemi i rozbitej skały
Ci co polegną - pójdą w bohatery
Ci co przeżyją - pójdą w generały (7)

 

Jakub Borkowski, Wojciech Borkowski

Stowarzyszenie Artylerii Dawnej „Arsenał”